Kurs Software Developer Academy

Jak nie zostałem programistą Java


Siemaneczko. Witam Cię w ósmym odcinku podcastu O biznesie na WordPressie. Ja jestem Karol z bloga WPziom. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i wspieraniem biznesów moich klientów w oparciu o WordPress. Dzięki temu mam możliwość dzielić się z Tobą praktycznymi wskazówkami na temat WordPressa od strony biznesowej i technicznej.

Dziś powiem o tym, jak nie zostałem programistą Java. Jak straciłem mnóstwo czasu na Boot Camp, czyli szkołę programowania, która miała zmienić moje życie. No i finalnie jak zostanie WordPressowcem zamiast programistą 15k dużo bardziej się opłaciło.

Programista Java – początek i koniec mojej drogi

Historia zaczyna się w 2019 roku. Na początku – w styczniu – zobaczyłem ogłoszenie, że jest prowadzona rekrutacja do projektu, który jest współfinansowany. I ten projekt polegał na tym, że uczestnicy mogą zmienić swoje życie i zostać programistami. Mniej więcej retoryka była taka, że bez względu na to, co teraz robisz, to po tym kursie Twoje życie się zmieni diametralnie.

Będziesz programist(k)ą i będziesz zarabiał(a) dobry hajs, bo na rynku brakuje 60 tysięcy programistów obecnie, więc rynek stoi otworem. Jest to zdecydowanie rynek pracownika, na którym pracodawca przyjmie Cię z pocałowaniem ręki. Zapłaci tyle, ile będziesz chciał. A jak chcesz zmienić robotę, to inny pracodawca na pewno zapłaci więcej, bo mega Cię potrzebuje. Tak to wyglądało w ogłoszeniach.

No i zaczęła się ta rekrutacja. Wysłałem swoje zgłoszenie. Dostałem maila, że dostałem się do kolejnego etapu. Musiałem porozmawiać z jakąś osobą z tej firmy, która to organizowała. Spotkanie to odbywało się prawie 90 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, w Bydgoszczy, i w ogóle cały kurs się tam potem odbywał. Ale na tym spotkaniu rozmawiałem z bardzo pozytywnym kolesiem, który opowiadał mi, że zarabia 20 tysięcy złotych miesięcznie i pracodawca nie płaci mu za to, że on siedzi 8 godzin i pracuje, tylko np. pracuje pół godziny albo godzinę i coś wymyśli takiego, że junior by tego nie zrobił przez wiele godzin. I właśnie za to programiści są wynagradzani. I tak ten świat pięknie wygląda.

Oczywiście dostałem się do projektu. Myślę, że jak zdecydowana większość, która spełniała wymogi projektu, czyli miała określony pewnie wiek i jakiekolwiek predyspozycje. Chociaż nie jestem przekonany, czy te predyspozycje były jakoś wymagane. Co prawda na spotkaniu rekrutacyjnym rozwiązywaliśmy test, natomiast nie dałbym sobie ręki uciąć, że był on jakiś kluczowy, jeśli chodzi o dostanie się do projektu. Zakwalifikowałem się do tego projektu.

Koszt kursu na progamistę Java


Całość kosztowała 12 tys. 900 złotych, natomiast uczestnik płacił jakąś część tej kwoty. Nie pamiętam dokładnie, ale było to ponad 2 tysiące złotych. To był jakiś taki przybliżony koszt tego. Natomiast kurs odbywał się prawie 90 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, a był w trybie dziennym. Więc codziennie spotykaliśmy się o 8:00 i działaliśmy do 16:00. Albo trzeba było tam dojechać, albo spać w hotelu. Co oczywiście generowało dodatkowe koszty. A nawet nie tyle dodatkowe – myślę, że koszt dojazdów noclegów itd. przewyższył koszt samego uczestnictwa w tym kursie. Jednak to chyba nie jest ważne, skoro idzie gra o stawkę zmiany stylu życia i bycia programistą 15k, prawda?

Myślę że warto w ogóle osadzić czas odbywania się tego kursu w kontekście rozwijania mojej firmy, bo już od kilku miesięcy szukałem zleceń i zaczynałem działać jako osoba tworząca strony internetowe zupełnie na własny rachunek.

No i stwierdziłem, że być może to rozkręcanie firmy nie będzie mi szło za szybko, a tutaj zostanę programistą i będę od razu zarabiał dobre pieniądze. Co więcej, rozmawiałem ze znajomym i zastanawiałem się, czy mi za bardzo nie odbije, jak tak mocno przeskoczę w zarobkach.
No bo przecież będę miał za chwilę umiejętności programistyczne. Do tego potrafię rozmawiać z ludźmi i kumam troszkę marketing, więc myślę, że nie będę takim typowym programistą, który siedzi w kodzie, ale będę mógł również porozmawiać z innymi albo z klientami, więc na pewno szybko awansuję i będę zarabiał jeszcze więcej.

Poważnie – moim zmartwieniem było to, czy mi nie odbije palma. Na szczęście życie mnie szybko zweryfikowało i zacząłem uczęszczać na ten kurs, który zmieni moje życie i moich współuczących się, moich ziomków z kursu. Tak dużo razy to podkreślam, ponieważ firma, która organizowała ten kurs, też bardzo dużo razy to podkreślała w swoich materiałach reklamowych, we wszelkiego rodzaju ulotkach i prezentacjach. Tam było właśnie podkreślone, jak wielu programistów brakuje i jak łatwo w ten świat wejść i dużo zarabiać. No więc nie pozostało mi nic, jak ruszyć w kierunku marzeń.

Czyli ruszyć w kierunku Bydgoszczy – piękną drogą, która jest od pięciu lat remontowana, która jest rozkopana, która ma wahadła, zwężenia, nie ma gdzie wyprzedzać, nie ma jak się rozpędzić. I ja codziennie postanowiłem pokonać tę drogę. Czasem decydowałem się na pociąg. Oczywiście wiązało się to z tym, że trzeba z naszej wioski, która się nazywa Grudziądz, dojechać do innej wioski, która mieści się 30 kilometrów od naszej wioski, dojechać pociągiem do środka Bydgoszczy i tam dalej komunikacją miejską na ten kurs.

Dążę do tego, żeby przekazać Ci, jak bardzo poświęciłem się misji zostania programistą, a raczej żeby Ci powiedzieć, ile czasu zmarnowałem i ile czasu nie rozwijałem swojego biznesu w oparciu o WordPress.

Kurs na programistę Java a zlecenia od klientów


Ponieważ tak się złożyło, że kilka miesięcy wcześniej podjąłem decyzję, że moim głównym źródłem dochodu będzie moja firma. W związku z tym jeśli będę wystawiał faktury, to będę zarabiał. Jeśli tych faktur nie będę wystawiał – a w momencie, gdy nie będę robił projektów, to nie będę rysował faktur – to nie będę miał przychodów.

No i muszę przyznać się, tak szczerze, z ręką na sercu, że nie do końca to przemyślałem. Albo pomyślałem sobie, że za chwilę będę tyle zarabiał, że nadrobię te wszystkie zaległości, które być może pojawią się przez trzy miesiące kursu.

No i rozpoczął się ten kurs. Już od pierwszego dnia widziałem, co tam się święci, więc bardzo przytomnie zacząłem realizować projekty dla klientów – te projekty, które już zadeklarowałem, a raczej podpisałem umowy, że zrobię w trakcie trwania kursu. Więc wyglądało to tak, że wstawałem na przykład o 6:00 rano, docierałem na kurs. Wracałem po 16:00, o 18:00 byłem w domu i siedziałem nad zleceniami dla klientów. I tak wyglądało moje życie przez dobrych kilka tygodni, ponieważ jednym z warunków braku zwrotu tej kwoty było to, że trzeba być na zdecydowanej większości zajęć.

Było to określone procentowo. Natomiast było to już parę lat temu, więc nie pamiętam dokładnego procentu, ale myślę, że było to około 90%. No jak się już zapewne domyślasz, ten kurs nie był zbyt udany i nie spełnił nie tylko moich oczekiwań, ale zdecydowanej większości uczestników tego kursu. Od samego początku był niedostosowany do osób początkujących.

Materiałów było tak dużo, że nikt po prostu nie ogarniał. Ogarniały może dwie z dwudziestu paru osób, no więc nawet ja, poszukujący dróg do rozwoju i pytający ludzi o wszystko, co może mi pomóc i co mnie interesuje, zapytałem: Hej, jak ty to robisz, że ogarniasz to, co ten koleś prowadzący mówi? A on do mnie mówi: Karol. Zobacz, tutaj jest panel Udemy, tutaj przerobiłem osiem kursów z Javy, a jeszcze oprócz tego przerobiłem kolejne cztery na innych platformach. Czyli koleś był po 12 kursach Javy i tylko wtedy mógł czaić, co się dzieje na tych zajęciach, które trwały bite 8 godzin.

Oczywiście nie było za bardzo możliwości powtórzyć tego, co było na zajęciach, z tego względu, że musiałem wrócić do domu. Nawet jak nie wracałem do domu, tylko spałem w hotelu, to i tak pracowałem dla klientów. No i tak moje życie wyglądało przez trzy miesiące.

Minusy Boot Campu


A co było najgorsze na tym Boot Campie? Przede wszystkim to, że nikogo nie obchodziło, czy się nauczysz. Sami prowadzący, bo często byli to faktycznie prawdziwi programiści, mówili, że nie można tego w takiej formie się nauczyć. A oni nie są w stanie nam przekazać tej wiedzy.

I ogólnie wyglądało to tak, jakby każdy z tej firmy, która brała udział w tym projekcie dofinansowanym, chciał po prostu odklepać swoje. My mieliśmy się podpisać tam, gdzie trzeba było się podpisać. Mieliśmy odbyć frekwencje, każdy skasował hajs i rozszedł się w swoją stronę. Jeśli chodzi o podium najgorszych rzeczy na tym Boot Campie, to zdecydowanie na pierwszym miejscu jest to, że każdy miał w dupie to, czy będziesz programistą.

No i faktycznie, kontaktując się z absolwentami, nazwijmy to górnolotnie, tego kursu, to dwóch z nich pracuje w branży IT i coś tam robią w kierunku programowania, natomiast uczyli się innych rzeczy w swojej pracy niż na kursie, no i też wcześniej uczyli się programowania. Fajnie że realizują się w IT. Ale było tam bardzo dużo osób, które pracowały, a raczej brały urlopy długie albo jakieś dziwne zwolnienia, bo miały jedną pracę i pracowały np. w magazynie albo w jakimś urzędzie. No i nakładli do głowy, że ich życie się zmieni, że teraz będą bogatymi programistami.

A tutaj lipa. Więc nie każdy z tych uczestników miał powrót do swojej pracy, bo przez trzy miesiące praktycznie był niedostępny. Niektórzy po tych zajęciach chodzili na nocki… No także każdy tam jakoś naginał swoją rzeczywistość, żeby w tym kursie uczestniczyć. No ale niestety była lipa.

Tryb nauczania codziennego w ogóle się nie sprawdza i w ogóle nie można tego tak naprawdę przyswoić. Tych informacji jest za dużo, godzin do przerobienia jest również za dużo. No i tak naprawdę, tak jak mówiłem wcześniej, nikogo to nie interesowało. Najciekawsze było to, że przychodził czasami prowadzący i mówił: No to czego chcecie się nauczyć? A my już przez 10 lekcji nic nie rozumieliśmy, co oni do nas mówią. Więc nam to było wszystko jedno, czego chcemy się nauczyć z tematów, które ma napisane, bo i tak z żadnego nikt nic nie ogarnie. A powinniśmy wrócić do pierwszych lekcji, do początków, żeby wałkować podstawy.

No i właśnie apropos tych podstaw, to jeszcze zauważyłem, że ja lubię po prostu uczyć się w praktyce. Kolejną rzeczą, która była słaba na tym kursie, było to, że rozwiązaliśmy jakieś bezsensowne zadania i robiliśmy jakieś bezsensowne przykłady np. szukaliśmy, ile razy jest literka A w tekście. I generalnie rozumiem samą ideę, że trzeba po prostu zrozumieć, jak działa programowanie. Czyli jeśli dzieje się coś tam, to pokaż mi wynik taki i taki, no i napisać do tego strukturę kodu. OK.

Natomiast czy nie moglibyśmy zrobić jakiejś tabelki z przychodami i wyciągnąć klientów, którzy płacą nam średnio powyżej 50 tysięcy miesięcznie za faktury, żeby z nimi porozmawiać o jakieś wyższej sprzedaży? Wiecie, taki realny przykład, który można np. zastosować w CRM-ie. Ja bardzo lubię pracować na realnych rzeczach, też bardzo dużo nauczyłem się w momencie, kiedy robiłem zlecenia dla klientów.

Czyli wyglądało to w praktyce tak, że podejmowałem się jakiegoś zlecenia. Umiałem zrobić zdecydowaną większość rzeczy, które klient potrzebował, a jednej rzeczy na przykład nie umiałem i uczyłem się tego i robiłem to tak długo, aż to będzie bardzo dobrze działało dla klienta. Efekt był tego taki, że za tę część zlecenia, a czasem rzutowało to na całą resztę zlecenia, zarabiałem dużo mniej niż w ogóle stawka rynkowa, nie mówiąc już o jakiejś np. pracy fizycznej. Więc chodzi mi o to, że robiłbym tyle samo godzin w magazynie i przekładał kartony z miejsca A do miejsca B, to zarobiłbym więcej niż np. podczas tego projektu.

Jeśli chodzi o samo wynagrodzenie, to może wyszedłem w tej chwili gorzej. Natomiast jeśli chodzi o moją ogólną wiedzę, no to wyszedłem lepiej z tego względu, że to jest taka inwestycja w kolejne zlecenia, bo w kolejnym zleceniu zrobię to już szybciej. I tak się praktycznie uczyłem i uczę do dzisiaj robienia biznesu. Na robieniu biznesu się uczę robienia biznesu i robienia też projektów. Natomiast tutaj myślałem, że będę prowadzony za rękę i ktoś mi poda gotowy przepis na coś, a niestety dostałem stek teoretycznych rzeczy, które są mi do niczego niepotrzebne.

Pamiętam, że punktem kulminacyjnym mojej frustracji było to, gdy zaczęliśmy robić bloga w Javie. Przecież Java się kompletnie nie nadaje do tego, żeby robić bloga. To po pierwsze. Oczywiście można to zrobić za pomocą Javy, natomiast po co wyważać otwarte drzwi, skoro mamy 2 miliony tutoriali o tym, jak założyć bloga dzięki WordPressowi. I możemy zrobić tego bloga na WordPressie. A inne funkcjonalności właśnie w Javie, których nie można zrobić na WordPressie. To po co robić bloga w Javie? Ta męczarnia trwała trzy miesiące, ale na szczęście potem wróciłem do swojego WordPressowego trybu pracy i po prostu zacząłem odrabiać zaległości w zleceniach, ponieważ w międzyczasie maszyna ruszyła.

Oparłem biznes na WordPressie


A więc kolejne zapytania, kolejne zlecenia. I to wszystko zaczęło się tak kręcić, że zrobił się pierwszy raz w firmie taki naprawdę konkretny zapierdol i takie naprawdę konkretne zaległości, że miałem w pewnym momencie więcej klientów, niż jestem w stanie obsłużyć. Ale to też temat na inny odcinek podcastu.

No dobra, to ponarzekałem troszkę i opowiedziałem, jak to było dobrze, ale zakończmy jakoś pozytywnie i wyciągnijmy parę ciekawych wniosków dla mnie i dla Ciebie, które mogą płynąć z mojego zmarnowania czasu na kurs. Myślę, że z większości sytuacji, które przydarzają nam się w życiu, szczególnie tych negatywnych, nieprzyjemnych możemy wyciągnąć jakieś wnioski. Możemy się czegoś nauczyć. No i tak jest w tym przypadku.

Ja nauczyłem się tego, że nie ma cudownej recepty w IT. Możemy się czegoś nauczyć za pomocą kursów, ktoś może nam pokazać drogę, pokazać jakiś drogowskaz. Natomiast nie ma czegoś takiego, że ktoś da Ci gotową receptę na biznes. Że ktoś pokaże Ci, jak zrobić krok po kroku i przekaże Ci maszynę, która będzie działała dla Ciebie zawsze, do końca życia, i będzie kurą znoszącą złote jajka. To tak to stety albo niestety nie działa. Zawsze będziemy potrzebowali naszej inwencji, rozwiązywania kolejnych problemów.

Zawsze wejdzie zmienna życie. Także jest tutaj dużo aspektów do przeskoczenia w każdej dziedzinie. To nie ma tak, że dostajemy receptę. Szczególnie gdy prowadzimy swój biznes. I tego się nauczyłem właśnie na tym kursie, bo jechałem tam z nadzieją, że ktoś mi poda gotowe rzeczy, że nauczę się czegoś dużo szybciej, niż przez te ostatnie lata się uczę, i dzięki temu coś będę mógł szybciej osiągnąć.

I oczywiście – środowisko, w którym się obracamy, jest bardzo ważne. Jeśli ktoś jest parę kroków przed nami, może nam też podpowiedzieć i szybciej dojdziemy niż szukanie czegoś w Google’u czy na YouTubie. Natomiast obecnie jest dużo fajnych mastermindów, kursów, które opierają się o konsultacje również. I w ogóle możemy czerpać wiedzę od osób, które udzielają indywidualnych konsultacji. I te porady są dostosowane do nas czy do naszych biznesów. I to jest bardzo fajne.

Czyli łączymy to, że rozwijamy się samodzielnie, ale w momencie, gdy potrzebujemy pomocy,to kierujemy się do konkretnych osób po konkretne porady. I z moich doświadczeń wynika, że to jest jedna z lepszych dróg, jaką można obrać w rozwoju własnego biznesu. Pozytywne jest to, że bardzo doceniłem WordPressa.

Jak doceniłem WordPressa?

Często w świecie programistycznym można spotkać się z tym, że WordPress to jest takie tam, wiecie, do klikania, jakieś gówienko dziurawe i można sobie prostą stronkę wyklikać. A jak ktoś cały biznes opierać, to raczej na poważnych rozwiązaniach, a nie na WordPressie.

Bardzo często widzę narrację taką, że ktoś wymyśla jakieś narzędzie, na przykład jest to kolejny koszyk płatności albo kolejna platforma kursowa milionowa wymyślona w dzisiejszym świecie. Ktoś mówi, że to jest wspaniałe rozwiązanie, bo tutaj dwa, trzy kliknięcia, a w WordPressie to musi być 38 kliknięć i to i tak nie będzie działało, bo to jest WordPress, a WordPress to jest 2005 rok. I teraz tutaj trzeba nowoczesne rozwiązania z prowizją dla twórcy robić, a nie WordPressowe.

Więc ja doceniłego tego WordPressa, że faktycznie może on rozwiązać wiele problemów. W momencie, gdy poznaję bardziej WordPressa i rozwiązania, które są zbudowane wokół właśnie samego rdzenia WordPressa, no to wiem, że można tutaj zrobić dużo fajnych rzeczy i naprawdę fajne pieniądze również zarobić. Jako osoby, które korzystają z tego WordPressa i robią na tym biznes, i jako osoby, które tworzą WordPressy jako narzędzia w biznesie dla swoich klientów.

Nie trzeba wymyślać kwadratowych jaj. Nie trzeba być nie wiadomo jakim programistą, żeby robić fajne szybkie strony, sklepy, platformy kursowe i inne rzeczy, na które jest bardzo duży popyt na rynku.

No i na koniec jedna z najważniejszych – o ile nie najważniejsza – rzecz, którą wyciągnąłem z tamtego okresu. To pewność, że chcę działać w WordPressie. Na początku 2019 roku ostatni raz wahałem się, czy to dobry pomysł, żeby działać na WordPressie, żeby świadczyć usługi dla klientów w oparciu o WordPress, czy niekoniecznie. I od tamtego czasu nie mam wątpliwości, że to dobra droga.

Poznawanie WordPress sprawia mi dużo frajdy. Szczególnie rozwiązań, które twórcy tworzą wokół tego WordPressa. Między innymi dlatego właśnie dzielę się swoją wiedzą na kanale, bo też lubię to robić i podając to dalej, sam utrwalam też to, co dowiaduję się na temat i narzędzi WordPressowych, i samego WordPressa. I po prostu bardzo się cieszę, że jestem WPziomkiem.

I tym optymistycznym akcentem kończę ten podcast. Myślę sobie, że dla osób, które twierdzą że wszystko w życiu jest po coś, to dla mnie ten kurs był po to, żeby uświadomić sobie, że warto postawić na usługi w oparciu o WordPress i że warto kroczyć WordPressową drogą. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że gdyby nie ten kurs, to być może nie byłoby tego podcastu, bo bym nie był tak sfocusowany na ten temat.


Tyle na dzisiaj. Subskrybuj WPziomka w platformach podcast i przede wszystkim na YouTube. WPziom.pl/yt. Jak w Twojej platformie podcastowej możesz dać ocenę, to dodaj ocenę najwyższą z możliwych. Będę Ci bardzo wdzięczny. Buziolki dla Ciebie! Do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Zobacz inne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.