Elementor page builder

Czy Elementor to syf?

Siemaneczko. Witam Cię w dziewiątym odcinku podcastu O biznesie na WordPressie. Ja jestem Karol z bloga Wpziom. Na co dzień zajmuje się tworzeniem i wspieraniem biznesów moich klientów w oparciu o WordPress. Dzięki temu mam możliwość dzielić się z Tobą praktycznymi wskazówkami na temat WordPressa od strony biznesowej i technicznej.

Co to są page buildery?

Dziś odpowiem na pytanie: „Czy Elementor, Divi i inne page buildery to syf?”. To określenie przeczytałem na jakiejś z grup WordPressowych. Ktoś coś pytał o Elementora, a użytkownik odpisał po prostu: „Elementor to syf”. Rozbawiło mnie to troszkę, natomiast myślę, że chodziło o to, że – też takie stwierdzenie przeczytałem kiedyś – że Elementor robi syf w kodzie, tak próbując rozbudować tę wypowiedź. Ale ogólnie bawi mnie to określenie.

Natomiast chciałbym, żebyśmy dzisiaj rozkminili, czy to faktycznie jest syf i czy faktycznie nie warto tego używać na naszych stronach.

Dla niewtajemniczonych: page buildery to wtyczki do budowania stron internetowych w oparciu o WordPress. Elementor i Divi to dwie najpopularniejsze takie wtyczki. Oczywiście mogą też występować same page buildery poza ekosystemem WordPressa, czyli to jest po prostu narzędzie do budowania stron internetowych.

My dzisiaj będziemy zajmowali się stricte wtyczkami do WordPressa. No i właśnie głównie Elementorem i Divi, bo tak jak wcześniej wspomniałem, te są najpopularniejsze. Chociaż według strony, która pokazuje nam internetowe statystyki różnej maści, takie jak np. udział WordPress we wszystkich stronach internetowych na świecie i we wszystkich CMS-ach, tak pokazuje nam też ta strona w3techs.com, że Elementor ma udział 16,7 proc. w WordPressie. Oznacza to, mówiąc wprost, że 16,7 proc. WordPressów używa elementu Elementora.

Natomiast jest jeszcze wtyczka, która się nazywa WPBakery, i tutaj udział procentowy zmniejsza się: jest to 14,6 proc. Więc to też jest popularna wtyczka. Natomiast ta wtyczka jest bardzo toporna. Myślę, że jeśli ktoś na niej pracował, na motywie, który był prawdopodobnie zakupiony na ThemeForest, to wie, o czym mówię. Najczęściej, jeśli chodzi o moich klientów i osoby, z którymi rozmawiam i które poznaję w internetach, to jednak przewijają się dwa page buildery: Elementor i Divi.

Page buildery poza Elementorem i Divi

Tych page builderów jest już na rynku więcej, więc są takie page buildery jak: Brizy, Brics Builder, Beaver Builder, Visual Composer, który jest chyba pochodną WPBakery, albo kiedyś coś miały ze sobą wspólnego, tak mi się kojarzy. Oxygen Builder, teraz jest taki nowy Zion… Więc tych builderów jest naprawdę sporo.

Te, które wymieniłem, mają jakiś marginalny udział w rynku, więc po prostu nie będziemy się nimi zajmować. Jeśli mówię o tych dwóch page builderach, czyli Elementor i Divi, to na pewno Divi ma tę przewagę, że występuje w wersji lifetime, czyli możemy zakupić licencję dożywotnią. I do tego jeszcze na nielimitowaną liczbę stron. Tak że to jest… Nie wiem, czy przewaga, jeśli chodzi o klientów.

No myślę, że taka, że mamy taniej to troszkę, ale pytanie, czy np. Elementor dzięki temu, że ma subskrypcje tylko roczne, może się szybciej rozwijać, bo po prostu zarabia pewnie więcej z abonamentów. Natomiast myślę, że to jest bardziej podcastowa rozkmina na temat modeli płatności, jakie możemy mieć w swoim biznesie.

Obecność Divi w statystykach?

To, że Divi nie występuje – jeszcze wracając do tej statystyki tam – może wynikać z tego, że Divi jest też motywem, więc instalujemy Divi, wtedy nie mamy innego motywu. Mamy motyw Divi i pracujemy sobie na Divi. Taka jest różnica. Natomiast wszystko to jest wrzucone do koszyka page builderów.

Mam nadzieję, że to jest w miarę jasne dla kogoś nietechnicznego i kogoś, kto się nie spotkał z takim wcześniej określeniem. Jeśli nie, to oczywiście pytaj śmiało. Kontakt masz poniżej i wszystko Ci wytłumaczę, jeśli tutaj wytłumaczyłem za mało.

No i teraz: jaka jest moja historia, jeśli chodzi o używanie page builderów. Bo kiedyś, tak w ogóle, to żeby stworzyć sobie coś takiego customowego na stronie, czyli coś, czego nie przewidział twórca motywu, to trzeba było dopisać kawałek kodu, pracować na wtyczce – do dzisiaj bardzo popularnej wśród deweloperów – ACF. No i nie było to takie łatwe i intuicyjne jak dzisiaj. Nawet bez page buildera w Gutenbergu.

Moje pierwsze WordPressy

Pamiętam, że jak tworzyłem swoje pierwsze WordPressy, to było chyba koło 2011 roku, to bardzo się cieszyłem, gdy odkryłem wtyczkę, która zmienia kolejność pozycji w menu. Czyli: tam jest np. Home, Oferta i Kontakt. I żeby to zmienić, trzeba było użyć wtyczki, bo nie było zaimplementowane to, że to się zmieniało tak jak teraz, że przesuwamy sobie do góry i na dół.

Więc musisz sobie wyobrazić takie czasy, że nic nie możesz zrobić, nie potrafiąc tworzyć stron internetowych. Czyli nie potrafiąc kodować. No i nagle przychodzą właśnie page buildery takie jak Divi. Ja zacząłem swoją pracę właśnie na Divi i robiłem zlecenia dla klientów też na Divi. Normalnie takie płatne. Bardzo się cieszę, że w tamtym czasie nie było grup Facebookowych albo nie było tak popularne pytanie o wszystko w internecie, jak zacząć. Nie było popularne sprawdzanie poradników, jak zacząć, tylko się po prostu to zaczynało i się robiło.

Bo jak bym zapytał, czy warto robić strony na Divi dla klientów albo jak to robić na takiej typowej grupie WordPressowej, to myślę, że bym miał w komentarzach naprawdę pojechane. Że ja tutaj nie jestem programistą i nie potrafię zbudować własnego motywu, a ja chcę się zabierać za pracę dla klientów, to tylko bez sensu będę psuł rynek, więc mogę sobie już od razu dać spokój. No i na szczęście nie zapytałem.

No i dzięki temu, że robiłem pierwsze zlecenia dla klientów, to cały czas się uczyłem. Też chciałem jak najlepiej rozwiązywać różne kwestie. Więc czytałem dobre praktyki WordPressa, dokumentację WordPressa i pytałem mądrzejszych ode mnie, jak robić konkretne rzeczy.

Natomiast po drodze poznałem jeszcze Elementora. I powiem Ci, że byłem zszokowany. Jak ja zobaczyłem, że można sobie tu przesuwać te klocki i tak się szybko buduje strona… Byłem naprawdę szczerze zdziwiony, jak to jest możliwe, że tak łatwo można zbudować stronę.

Elementor – game changer

Myślę, że dużo ludzi, którzy zobaczyli pierwszy Elementora, szczególnie tych, którzy wcześniej budowali strony, że tak powiem, tradycyjną drogą, to było zszokowanych, że ktoś to mógł tak uprościć. I w ogóle sam Elementor to jest ogromny game changer, jeśli chodzi o świat WordPressa. Naprawdę bardzo mocno wpłynął na rozwój samego WordPressa, myślę.

Nie tyle na rozwój, ale na popularność, bo dużo ludzi zaczęło po prostu tworzyć strony internetowe. No bo teraz już nie miało ograniczeń w postaci tego, że musieli umieć choć troszkę programować, no i wszystko mogli – zresztą mogą do dzisiaj – wyklikać.

No i myślę, że dlatego Elementor jest taki popularny. Aczkolwiek mam taką obserwację, że jednak coraz więcej ludzi odchodzi od Elementora i zacznie się w najbliższych – może nie tygodniach, ale miesiącach – taki trend spadkowy użytkowników page builderów i Elementora właśnie.

Myślę, że twórcy Elementora też to zauważają i budują wokół Elementora właśnie ekosystem, czego przykładem jest m.in. hosting Elementora, który niedawno wprowadzili, Elementor Cloud. No i tam możesz sobie hostować strony na Elementorze. Jako ciekawostkę Ci powiem, że niektóre wtyczki na tym hostingu są zabronione. Jak się domyślasz, np. inne page buildery albo wtyczki do backupów też są zabronione. To taka ciekawostka odnośnie do samego Elementora i jego ekosystemu.

Natomiast my lecimy dalej z tematem. Czyli wracamy do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czy Elementor to syf.  Cały czas mnie śmieszy to określenie. Bo ja dostaję dużo wiadomości z racji tego. Pewnie dlatego, że ciągle gadam o Gutenbergu i o Kadence, czyli o tym, jak budować strony bez page builderów. No i dostaję przez to wiadomości, że:

Ja mam stronę na Elementorze albo Divi. No i teraz tutaj mam na pewno jakiś niepotrzebny kod. Co więcej, sprawdziłam sobie i jakieś narzędzie pokazuje: „wyeliminuj zasoby blokujące renderowanie„. Jak teraz ja mam wyeliminować te zasoby?

Albo: Ogranicz nieużywany JavaScript.

Albo: Ogranicz nieużywany CSS. No i teraz ja mam tego Elementora i ten nieużywany CSS to po co on jest, jak on jest nieużywany…?

I rodzi się nam mnóstwo ważnych pytań dewelopersko-programistyczno- WordPressowych i nie wiemy, jak z nich wybrnąć. A raczej nie wiemy, jakie są odpowiedzi na te pytania i jak wdrożyć te odpowiedzi w strukturę naszego kodu, by strona była przyjazna algorytmom Google i by ładowała się szybciutko w smartfonie na środku lasu.

No i uwaga. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość

To prawdopodobnie nie jest największe zmartwienie w Twoim biznesie. I to nie jest największy obszar do rozwoju w Twoim projekcie. I chciałbym tutaj podać dwa przykłady. Dwie ostatnie rozmowy z bardzo przyjemnymi osobami, które znam z internetu. Bardzo miłymi.

Jest to Karolina, która rozpoczęła pracę jako marketingowiec. Zastała stronę, która jest zrobiona w Elementorze. I rozmawialiśmy o tym, że warto, żeby była w Gutenbergu, bo ona chce się uczyć tego Gutenberga. Chce wdrażać rozwiązania, które są szybsze, lepsze i ogólnie chce się rozwijać w kierunku tworzenia stron internetowych. Za co jej chwała.

I bardzo fajnie, że tak do tego podchodzi. Natomiast warto wziąć pod uwagę, w jakim kontekście Karolina chce to zrobić – ponieważ zaczęła pracę jako marketingowiec. No i mówi, że musi przekonać do tego dyrektora. Musi przekonać agencję SEO, żeby tę stronę zmieniać. Ja zobaczyłem – i ta strona wygląda całkiem OK. Jest zrobiona w Elementorze, natomiast tam wszystko w miarę się ładuje. Można kilka rzeczy na pewno poprawić, ale strona jako tako jest OK.

I tak sobie rozmawialiśmy od zdania do zdania. Zadawałem pytania, czy faktycznie Karolina potrzebuje teraz zmienić strukturę kodu strony internetowej i zrobić taką samą stronę, ale w Gutenbergu bez page buildera. To jest naprawdę szlachetna idea i dobry pomysł. Tylko skoro ona jest na okresie próbnym w pracy jako marketingowiec, to czy na pewno jej najważniejszym zadaniem jest to, żeby zrobić nową stronę, której nie do końca potrafi zrobić, bo dopiero się wdraża i dopiero uczy.

Myślę, że z perspektywy pracodawcy patrząc, to najlepiej, gdyby dowiozła jakieś wyniki. Dowiozła jakieś kolejne leady, dowiozła jakąś kolejną sprzedaż, może zwiększyła jakieś słupki w danych obszarach, może jakieś kreacje reklamowe i inne zrobiła itd., itd. Czyli dążę do tego, że jest bardzo dużo innych rzeczy do zrobienia oprócz tego, że można zrobić całą stronę, która będzie szybsza.

Faktycznie po tej rozmowie Karolina doszła do wniosku, że to nie jest najważniejszy moment na to, żeby robić stronę, tylko żeby się z dobrej strony pokazać i dowieźć przede wszystkim jakieś wyniki. O ile to możliwe, bo od tego też zależy bardzo dużo czynników. No i oczywiście strona jest jednym z czynników. No i pytanie, czy najważniejszym? I czy w tym przypadku nie będzie lepiej, chociażby ze względu na to, żeby utrzymać stanowisko pracy, żeby zająć się innymi obszarami.

Ostatnio też na stories wrzuciłem wynik realizacji dla mojej klientki. I cieszyłem się i chwaliłem i bardzo ekscytowałem tym, że strona ładuje się poniżej sekundy. Bardzo się po prostu z tego cieszyłem i cieszę się nadal, że tak jest, no bo to jest świetny wynik, nie optymalizowałem jej w żaden sposób. Po prostu zrobiłem na moim ulubionym zestawie Kadence Pro plus Gutenberg, plus wiadomo, że to wszystko się dzieje w obrębie WordPressa.

Czas ładowania się strony – czy to najważniejsze?

Po czym zagadała do mnie Asia, która ma fajnie rozhulany biznes w sieci, i mówi, że woli nie sprawdzać, ile jej strona na Divi ładuje. Mnie oczywiście skrzywienie zawodowe nie pozwoliło nie sprawdzić, więc wrzuciłem sobie adres strony Asi do GTmetrix.

No i faktycznie – wyniki, delikatnie mówiąc, nie były powalające, ponieważ największy zasób na stronie załadował się po pięciu sekundach, a sama strona załadowała się jeszcze później. Więc czym prędzej powiedziałem Asi, że jej społeczność na pewno na tyle ją lubi, że po prostu poczeka, aż ta strona się załaduje. I bardzo często tak po prostu jest, że mamy fajną społeczność, która chce zobaczyć naszego nowego e-booka, nasz jakiś produkt, naszą jakąś inną rzecz na stronie, artykuł. I nie będzie niezdecydowanym klientem, który po prostu nie był na tyle cierpliwy, żeby poczekać, aż koszyk w sklepie załaduje mu się powyżej czterech sekund.

Myślę, że takich osób w Twoim biznesie jest zdecydowana większość. I znowu dążę do tego, że fajnie byłoby to zoptymalizować. Fajnie byłoby zrobić szybką stronę, ale pytanie, czy to jest na ten moment najważniejsze. Czy jeśli będziemy pracować, rozwijać nasz biznes i w końcu stwierdzimy, że po co mamy szukać nowych klientów każdego miesiąca, jak np. możemy zoptymalizować swoją stronę i bez żadnych dodatkowych np. nakładów na reklamę będziemy mieli więcej klientów, tylko dlatego że mniej będzie porzuconych koszyków, bo strona będzie się szybciej ładowała. To jest taki przykładowy scenariusz.

Są rzeczy ważne i ważniejsze

Nie wiem, czy mój przekaz jest do końca jasny i spójny, więc chciałbym to powiedzieć jasno i wprost, że prawdopodobnie w Twoim biznesie są ważniejsze rzeczy niż przyspieszanie Twojej obecnej strony. Co innego, jeśli właśnie zlecasz komuś stronę i masz możliwość wpłynąć na to, żeby strona była poprawnie zrobiona. Masz na to budżet, to inna sprawa. Bo wiadomo, że fajnie mieć stronę firmową, która już od samego początku dobrze działa.

Natomiast mówię o przypadkach, w których ktoś już ma swoją stronę. Ktoś już rozwija biznes, ale chce jeszcze raz tę stronę zrobić, żeby na pewno była dobrze zrobiona według dobrych praktyk. A często jest tak właśnie, że nie ma po prostu na to jeszcze umiejętności. I znowu mijają kolejne dni, tygodnie i miesiące na to, że nie ruszamy ze swoim biznesem tylko jeszcze go dogrywamy.

To taka nowa forma prokrastynacji. To właśnie szkolenie się z kolejnych rzeczy, kolejnych umiejętności. Teraz już naprawdę umiem fajną stronę zrobić bez page buildera. I teraz już naprawdę mogę ruszać ze swoim biznesem. Bo jeśli już masz biznes, to w ogóle warto się zastanowić nad innymi obszarami. Czy to jest właśnie najważniejszy obszar? Ta szybkość mityczna stron. Znaczy nie mityczna, bo ona faktycznie wpływa na to, że użytkownicy przede wszystkim mają inny odbiór. Że Google patrzy na nią przychylniej i tak dalej i tak dalej.

Tylko pytanie, czy po prostu to musi być na liście priorytetów na pierwszych miejscach. Bo myślę, że warto sobie zadać pytania:

  • Czy do mojego systemu newsletterowego wpada odpowiednia liczba osób?
  • Czy mam odpowiednie automatyzacje dla tych osób, kiedy zapiszą się na dany lead magnet?
  • Czy w ogóle leady,  ruch płatny z sieci reklamowej się generują każdego dnia, każdego tygodnia – zależy od biznesu?
  • Jak wyglądają wejścia Google’a?
  • Czy moja strona jest intuicyjna?
  • Czy ja w ogóle to badam, co moi użytkownicy klikają, gdzie klikają, po ilu wychodzą, ile czytają dany artykuł?
  • Czy mam jakąś informację zwrotną od użytkowników, którzy mi coś zgłaszali, że nie działa albo zgłaszali, że coś jest nieintuicyjne?
  • Czy mam dograne produkty w sklepie?
  • Czy mogę ulepszać te produkty?
  • Czy w ogóle mam dograną obsługę klienta, czy może klienci się denerwują na mnie?
  • A może mam dużo reklamacji?

A może jeszcze coś innego, co można naprawić w biznesie przed tym, jak zaczniemy naprawiać kod. Oczywiście deweloperzy i programiści to powiedzą Ci, że najważniejsze jest to, żeby zbudować wspaniały system, który szybko będzie dla Ciebie działał, bo to jest podstawa Twojego biznesu. I to są podwaliny.

Największa wada page builderów? Użytkownicy

Jednak ja jestem fanem tego, by jakoś to wypośrodkować. Teraz już, idąc ku końcowi, chciałbym jeszcze spojrzeć na to z technicznego punktu widzenia. Największą wadą page builderów –  albo jedną z największych wad – są na pewno jego użytkownicy. Podobnie jak w WordPressie: największą wadą WordPressa są użytkownicy WordPressa, ponieważ z niego korzystają nieodpowiednio. I tak samo jest z osobami, które wchodzą w branżę.

I zauważyłem, że wygląda to tak, że ktoś ogląda tutorial, np. na YouTube, jak stworzyć stronę w 10 minut/w godzinę/ tutaj wpisz dowolny czas, no i sobie importuje jednego gotowca, drugiego, potem jakieś kolejne wtyczki. I ta strona jest jakoś tam posklejana i jakoś tam działa. Tylko że ta osoba nie zdobyła tych umiejętności takich dewelopersko-programistycznych-jakichkolwiek-technicznych, tylko poszła na skróty, bardzo mocno na skróty. I oczywiście można iść.

Natomiast mamy wtedy swoją cenę, bo strona taka pozlepiana z gotowców będzie ważyła dużo i będzie się ładowała wolniej. W najlepszym wypadku to będzie jedyna wada tej strony, że będzie się ładowała wolniej, a prawdopodobnie coś ze sobą nie będzie współgrało. Bo jeśli mamy zainstalowanych dużo gotowców, czyli potrzebujemy jedną rzecz i instalujemy wtyczkę. Ale ta wtyczka robi 10 rzeczy, no i potrzebujemy jeszcze jedną rzecz i instalujemy kolejną wtyczkę. Ale ta wtyczka robi 15 rzeczy.

Jak się zapycha WordPressa

Ostatnio robiłem audyt u klientki, która chciała przyspieszyć stronę w Divi. I troszkę można było przyspieszyć stronę, ale do każdej rzeczy, do każdej funkcjonalności klientka miała zainstalowaną wtyczkę. Więc trzeba było jakby zrobić taką konsolidację… tak jak masz konsolidację kredytu, to konsolidację tych wtyczek. Tak naprawdę nie wiem czy konsolidacja kredytu jest dobra. To nie jest porada finansowa. Natomiast często jest tak, że do każdej pierdoły instalujemy wtyczkę, i ten WordPress nam się zapycha. A bierze się to z tego, że nie mamy wiedzy, a często osoby, które nie mają wiedzy, instalują page buildery, bo im się łatwiej buduje strony.

I tak się kółko zamyka i wtedy te strony są faktycznie wolne. I wtedy można przeczytać na WordPressowych grupach, że Elementor to syf. A tak naprawdę to wszystko to syf, co zainstalujemy naokoło. Bo widziałem strony, które są na Elementorze w miarę poprawnie zrobione.

Co więcej, widzę na grupach ludzi, którzy są kumaci, czyli znają WordPress całkiem dobrze, widzę po komentarzach, że mają sporą wiedzę i działają tylko i wyłącznie na Elementorze. Znają jego wady i wiedzą, że strona będzie wymagała trochę więcej pracy, jeśli chodzi o optymalizację, ale być może mają jakiś system pracy, który jest dla nich OK. Dla ich klientów też jest OK. Klienci nie wymagają, żeby to nie było na page builderze. No i ten cały biznes stron internetowych się kręci.

Fajna strona na page builderze?

No i jeśli się właśnie takiego przysłowiowego Elementora czy Divi używa w miarę mądrze, to naprawdę można zbudować fajną stronę. Natomiast faktem niezaprzeczalnym jest to, że strony stworzone w Elementorze i Divi ładują się wolniej niż stworzone w Gutenbergu. I tutaj oczywiście – jeśli zaczniesz tuningować Gutenberga, on będzie stał na jakimś słabym serwerze, to będzie jeszcze wolniejszy niż Elementor.

Podsumowując – to nie ma jakiegoś dużego ciśnienia, żeby za wszelką cenę nie używać page builderów. Natomiast jeśli chcesz iść w kierunku rozwoju w WordPressie, tworzyć strony dla klientów, być  kumatą wirtualną asystentką, to warto robić jak najwięcej w oparciu o natywne rozwiązania, które proponuje WordPress. Natywne, czyli takie wbudowane przez WordPressa.

Dlatego też ja jestem dużym fanem ekosystemu Kadence, którego twórca ma podobną filozofię, i mówi, że buduje wtyczki, te wszystkie dodatki w oparciu o rozwiązania WordPressowe. Dzięki temu mamy takiego Gutenberga na sterydach. Z kolei Elementor to dodatkowa nakładka na WordPressa i nawet przy używaniu Elementora musimy kliknąć, że nie chcemy korzystać z natywnego Gutenberga, tylko właśnie z tej nakładki. A to może powodować problemy na przykład przy dużych aktualizacjach WordPressa. Bo jednak ta nakładka musi być cały czas kompatybilna z WordPressem.

Gdy patrzę w Google Analytics moich klientów, to widzę, że zdecydowana większość to ruch mobilny z telefonów komórkowych. No i wtedy warto mieć z tyłu głowy, że tworzenie stron internetowych w oparciu o lekkie rozwiązania to bardzo dobry pomysł. W tym miejscu w ogóle chciałbym jeszcze podziękować Wpziomkom, że są takimi zajawkowiczami jak ja, a więc, że dalej siedzą przy kompie. Myślę, że to trochę specyfika tej branży ,ale jak patrzę w mój Google Analytics z kolei i w mój YouTube, to 70% osób ogląda to na desktopie. Ja też tak korzystam z internetu i bardzo mnie to cieszy, że gromadzę wokół siebie takich ziomków, którzy coś robią na kompie. Bo dla mnie na przykład niewygodne jest oglądanie YouTube’a. No a szczególnie w tym contencie, który ja akurat na YouTubie podaję, więc pokazuję, co zrobić na stronie konkretnie w kokpicie itd.

Poniekąd się nie dziwię, ale chciałbym zaznaczyć, że patrzę na to, z jakich urządzeń i co robicie na stronie. Fajnie, że jesteście tak jak ja sobie tutaj przed jednym monitorkiem albo dwoma.

Koniec dygresji, a także koniec tego odcinka. Jeśli chcesz się ze mną uczyć rozwiązań – głównie w oparciu o Gutenberga – to zapraszam Cię do Szkoły Gutenberga.

Link w opisie. I oczywiście zapraszam Cię na kanał YouTube, gdzie pokazuję dokładnie, jak pracuję właśnie w oparciu o Kadence i Gutenberga. WPziom.pl łamane na yt. My słyszymy się w kolejnym odcinku. Cześć.

Zobacz inne wpisy

2 Comments

  1. Fajny artykuł! Sam podobnie jak Ty zaczynałem tworzyć strony w oparciu o page buildery, ale zawsze czegoś mi brakowało, albo w jakimś stopniu dany builder nie pozwalał mi na realizacje jakiegoś projektowego celu, bo brakowało mu opcji, które można by było łatwo wyklikać. Niby page buildery są stworzone dla osób, które nie kodują to i tak używanie ich wymaga przynajmniej fundamentalnej wiedzy z zakresu tworzenia stron internetowych, aby stworzyć naprawdę fajną witrynę. Wielu funkcji w darmowych wersjach np. Elementora brakuje i szuka się ich w pluginach, które rozszerzają go o kolejne możliwości, co tym samym jeszcze bardziej obciąża stronę. Taka pułapka page builderów. Dzięki za fajną treść.

    1. Zgadzam się z Tobą. Paradoksalnie lepiej wykorzystają Elementora osoby, które trochę się poruszają już w tym świecie. Dużo osób zaczyna przygodę tworzenia stron www od page builderów i niestety potem brakuje podstawowej wiedzy i rzeczy, które można zrobić prostym cssem próbują wtyczkami, bo tak się przyzwyczaili.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.